Timothy Snyder. Czarna Ziemia

Przeczytałem książkę jednym tchem. Zacząłem w wigilię 2017 – w końcu pod wieczór był to czas już tylko wyczekiwania i sięgnąłem w końcu po tą książkę. Po przewertowaniu książki, przejrzeniu spisu treści i przeczytaniu kilku losowo wybranych paragrafów pomyślałem – niezła książka na wigilię.

Książka traktuje o Holokauście. Od A do Z. Autor najpierw analizuje światopogląd Hitlera, następnie w jaki sposób Hitler dotarł ze swoimi ideami do niemieckich wyborców, jak wyglądała sytuacja geopolityczna w latach 30 20 wieku. Ku mojemu zaskoczeniu jak na historyka amerykańskiego dużo miejsca poświęca Polsce, Piłsudskiemu, polityce Polskiej wobec kwestii państwa Izrael. Następnie opisuje przebieg coraz to śmielszych poczynań Hitlera na europejskiej arenie, aż wreszcie jego wspólną ze Stalinem napaść na Polskę.

Holokaust zdefiniowany jest przez Snydera jako zagłada społeczności żydowskich w okresie 2 Wojny Światowej. Nie definiuje on go jako zagładę tylko w komorach gazowych. Dlatego jako początek tego zjawiska uznaje on masowe rozstrzeliwania odbywające się na ziemiach zdobytych przez Rzeszę od Związku Radzieckiego – po rozpoczęciu operacji Barbarossa.

Opisując ten proces poświęca dużo uwagi poszczególnym regionom i jak motywacje polityczne Ukraińców, Litwinów, Łotyszów i Estończyków zostały przez Niemców wykorzystane w rozpoczęciu masowych mordów. W kolejnych rozdziałach skupia się na podobnych procesach odbywających się w państwach współpracujących z Rzeszą. Wskazuje, że stopień zagłady Żydów zależał wprost-proporcjonalnie od stopnia zniszczenia instytucji państwowych.  W okupowanej Danii nie zginął niemal żaden Żyd, podczas gdy w Holandii już całkiem sporo, a w Estonii – wszyscy. Jest to jedna z kluczowych obserwacji, między innymi na podstawie której w ostatnim rozdziale autor formułuje lekcje jakie możemy wyciągnąć z Holokaustu dzisiaj.

Wreszcie w kolejnych rozdziałach autor pisze o odcieniach szarości różnych form pomocy – od niemieckiego SS-mana który pomógł Żydowskiemu przyjacielowi w Niemczech, a potem rozstrzeliwał Żydów w okupowanym ZSRR, przez takich którzy pomagali Żydom za pieniądze, przez dyplomatów którzy wykorzystywali swoje pozycje do masowego ratowania Żydów poprzez wydawanie im obywatelstw lub innych dokumentów, aż po Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata którzy ratowali Żydów zupełnie bezinteresownie z narażeniem życia swojego i swojej rodziny. Te rozdziały dłużą się jednak trochę. Autor opisuje w nich wiele pojedynczych przypadków, natomiast finalny wniosek jest ten sam co wcześniej – liczyły się instytucje państwa, a wszelka pomoc w obliczy jego zniszczenia przez Niemców była po prostu dziełem ludzi którzy to państwo lub inny kodeks moralny w sobie zinternalizowali.

Książkę konkluduje rozdział z wnioskami, które wcale nie nastrajają optymistycznie jeżeli chodzi o przyszłość.

1.  Hitler

Przedstawiony jest interesująco – jako oczywiście zbrodniarz, ale już nie jako raptus i obłąkaniec, jakim jawi się on często w popkulturze. Snyder nazywa Hitlera myślicielem i politykiem, który stworzył błędny i zbrodniczy, aczkolwiek spójny światopogląd. Do tego był do bólu konsekwentny w jego realizacji.

2. Ideologia Hitlera

Zasadniczą różnicą między światem dzisiejszym (przynajmniej Zachodnim światem dzisiejszym) a światem lat 30 były zasoby jedzenia. To była bodaj najbardziej zaskakując dla mnie konkluzja. Snyder nie opisał tego w taki sposób w pierwszych rozdziałach, ale w ostatnim już tak. Hitler stworzył swoją ideologię inspirowany po części darwinizmem (błędnym oczywiście, bo nawet sam Darwin twierdził że dzielenie ludzi na rasy z biologicznego punktu widzenia nie ma sensu z racji tego, że stanowimy jeden gatunek), po części importowanym do Niemiec z Carskiej Rosji antysemityzmie. Stworzył ją jednak w warunkach nie tylko przegranej przez Niemcy 1 Wojny Światowej, ale przede wszystkim po doświadczeniu głodu który podczas tej wojny nastąpił.

To głód był głównym motywatorem Hitlera do walki. Walczył on o Lebensraum na wschodzie – o żyzne ziemie Ukrainy, aby niemieccy panowie mogli tam uprawiać ziemię i by Niemcy nigdy więcej nie zaznali już głodu. Jednocześnie Hitler odrzucił naukę i raczkującą już wówczas Zieloną Rewolucję jako rozwiązanie problemu produkcji rolnej. Jedynym rozwiązaniem kwestii dostaw żywności było zdobycie przestrzeni życiowej. Oczywiście w latach 30 niewielu Niemców zgadzało się z takim rozwiązaniem. Wręcz wielu nie widziało głodu jako bezpośredniego, natychmiastowego zagrożenia. Jednak słowo Lebensraum bardzo gładko używane było przez Hitlera także jako określenie pokoju dziennego, synonimu dobrobytu na wzór amerykańskiego snu. Niemcy mieli więc walczyć o zasoby ziemi rolnej, a dzięki temu być bogaci tak jak ich amerykańscy kuzyni, którzy właśnie wybijając amerykańskich Indian stali się tacy bogaci.

Na ten egzystencjonalny problem nałożył się rasizm – Niemcy jako rasa najlepsza mieli nie tylko potrzebę walczyć o zasoby, ale wręcz mieli do tego prawo, a nawet obowiązek. Darwinizm zamanifestował się tutaj jako idea odwiecznej walki o dominację. Walka ta miała odbywać się nie między gatunkami jak w przyrodzie, ale między rasami. Rasy wyższe miały bez problemu podbijać i niszczyć rasy niższe – tak jak angielscy i niemieccy osadnicy w Ameryce wybili Indian, tak Niemcy wybiją Słowian i inne ludy zamieszkujące ziemie na wschód od Niemiec.

Trzecim wreszcie składnikiem był jego antysemityzm wyrastający z przekonania, że Żydzi rządzą światem. Zainspirowany przywiezionymi z Rosji Protokołami Mędrców Syjonu uwierzył on, że Żydzi uknuli globalny spisek mający na celu zniewolić inne rasy i wykorzystać je do swoich celów. Jako że Żydzi byli rasą pod-ludzi, albo raczej w ogóle ludźmi nie byli – więc w ten sposób zaburzyli naturalny porządek planety. Narzędzie jakim się posługiwali były idee równości i miłości, które pozwalały im na kontrolowanie ras silniejszych. Co ciekawe Hitler twierdził, że chrześcijaństwo jest tak samo żydowskie jak bolszewizm, ale oczywiście nie mówił tego głośno dochodząc w Niemczech do władzy.

Ta wybuchowa mieszanka poglądów złożyła się na wizję podboju i kolonizacji „żydo-bolszewickiego” ZSRR (nie wiem jak Hitler godził z ta wizją fakt, że Stalin był Gruzinem) a następnie zagłodzenia i wysiedlenia wszystkich jego mieszkańców, z Żydami na czele.

Ideologia Hitlera nazywana jest w książce zoologicznym anarchizmem. W umyśle Hitlera nieważne były więzy społeczne, ludzkie uczucia, a nawet ekonomiczne zasady podziału pracy i związanej z tym specjalizacji i efektywności gospodarczej. Ludzie jawili się mu niemal jak zwierzęta które jedzą i rozmnażają się. Jednocześnie z jako zbędne uważał on instytucje państwowe – po ostatecznym sprawdzianie państwa miały przestać istnieć i liczyć się miała tylko rasa.

Jak widać był więc człowiekiem mocno oderwanym od realiów, albo raczej biorąc pod uwagę to jakim okazał się sprawnym politykiem – człowiekiem o mocno schizofrenicznym światopoglądzie. Uważał że państwo nie jest ważne, ale używał go do realizacji swoich celów. Nie wierzył w postęp naukowy ale używał naukowo opracowanych technologii żeby zabijać. Uważał ludzi za zwierzęta, ale jednocześnie potrafił obracać się w skomplikowanych strukturach społecznych.

3. Polska

Snyder pisuje Polskę obiektywnie i co cieszy – ogólny wynik tego opisu jest pozytywny. Polskie społeczeństwo międzywojenne opisuje jako antysemickie. Polityka władz jednak zmierzała nie do eksterminacji żydów, tylko do stworzenia dla nich państwa Izrael. Polacy aktywnie szkolili i wspierali większość znaczących syjonistów w tamtym czasie. Snyder pisze o tym także w ostatnich rozdziałach wspominając że współczesne państwo Izrael nie chce przyznawać się do tych początków – pomimo tego, że dla wielu z jego założycieli a potem premierów język Polski był językiem ojczystym. Polski wkład w powstanie Izraela był dla mnie bardzo cennym odkryciem.

W okresie wojny Polski antysemityzm znajdował oczywiście ujście w postaci zabijania Żydów lub donoszenia na nich, ale na tle innych krajów – szczególnie krajów bałtyckich oraz Ukrainy, gdzie Niemcy składali mgliste obietnice rozmów o niepodległym państwie pod warunkiem pomocy przy eksterminacji Żydów – ta współpraca była słaba. Jednocześnie w rozdziale o sprawiedliwych, którzy z narażeniem życia swojego i swoich bliskich ratowali Żydów mowa jest niemal tylko o Polakach. Z jednej strony byłem zaskoczony czytając takie przedstawienie Polski przez amerykańskiego historyka. Z drugiej strony jest to poniekąd zrozumiałe, gdyż Snyder generalnie specjalizuje się w historii Europy Środkowej i Wschodniej, w tym dużą uwagę przykłada do historii 1 Rzeczpospolitej.

4. Przebieg eksterminacji

Niemal od samego początku represji a potem eksterminacji Żydów autor podkreśla, że Naziści nie mieli planu, mieli tylko mgliste wizje co w ogóle chcą zrobić z Żydami. Podkreśla także, że cokolwiek chcieliby oni zrobić, byłoby to niezgodne z prawem dowolnego państwa – dlatego potrzebowali zniszczenia państwa aby móc zacząć swoje wizje wdrażać w życie.

Zaczęło się w 1938 roku w Wiedniu – po Anschlussie Austrii, gdzie w dzień po tym wydarzeniu anarchiczne jednostki Austriackiej SA zaczęły publicznie poniżać Żydów na ulicach Wiednia.

Swoje apogeum osiągnął ten proces na wschodnich rubieżach podbitej Polski, w zachodnim, najechanym przez Niemcy ZSRR oraz w krajach nadbałtyckich, gdzie Niemcy oraz ich lokalni pomocnicy mordowali Żydów – wszystkich bez wyjątku, w tym kobiety i dzieci – w dołach śmierci. Niemcy przy tym wymyślali coraz to doskonalsze techniki zabijania – od zwykłego rozstrzeliwania nad rowem, poprzez podżeganie i organizowanie lokalnych pogromów (tutaj case Jedwabnego – swoją drogą ciekawe dlaczego akurat o Jedwabnem pisał Gross, a nie o setkach podobnych pogromów robionych przez Ukraińców, Litwinów, Łotyszy, etc), przez gazowanie spalinami w ciężarówkach, aż do gazowania w obozach zagłady.

5. Auschwitz

Snyder zwraca uwagę, że Auschwitz jest bardzo nieprawdziwym obrazem Holokaustu a przy tym jest wygodny dla Niemców. Auschwitz było ostatnim obozem zagłady, najbardziej uprzemysłowionym, a przez to najbardziej abstrakcyjnym. Przez swoją izolację pozwalał Niemcom twierdzić, że niewielu z nich było zaangażowanych z zabijanie Żydów, a większość nawet o tym nie wiedziała. Tymczasem Snyder twierdzi, że w zabijaniu uczestniczyło przynajmniej kilka milionów Niemców służących na froncie wschodnim, że uczestniczyli w tym procederze zarówno SS, Wermacht jak i policjanci porządkowi, którzy po rozstrzelaniach mężczyzn, kobiet i dzieci wracali do Bremy i kierowali ruchem ulicznym. Wielu z nich pisało o tym swoim rodzinom, a temat eksterminacji Żydów był tematem rozmów towarzyskich w Niemczech.

6. CDN